logo vivaoliva

projekt realizowany przez
Fundację Wspólnota Gdańska

logo wspólnota gdańska

Czw. 14 grudnia 2017

<--    grudzień 2017   -->
  • Pn
  • Wt
  • Śr
  • Cz
  • Pt
  • Sb

Skarby Oliwian

skarby oliwian

znajdź w Oliwie

Banery

Korzystasz z tej www? zobacz

Skarby oliwian


skarby oliwian przeglądaj skarby o projekcie partnerzy kontakt galeria wszystkich skarbów

Piotr Kirjak

Kilka słów o przekazującym:

Piotr Kirjak, urodzony w 1956 roku w Sopocie. Mieszkaniec domu przy ulicy Jasia i Małgosi. Oliwa jest dla niego, jak sam mówi, najpiękniejszym miejscem na świecie. W wolnych chwilach poświęca się swojej największej pasji – muzyce. Od najmłodszych lat gra na harmonijce ustnej.

„Chciałbym upamiętnić moja babcię Lidię Kirjak, z domu Worobiej, ponieważ była największym skarbem całej mojej rodziny. Urodziła się 19 stycznia 1894 roku w Mikołajewsku na Syberii, czyli na „końcu świata”. Niesamowite jest to, że w końcu, po wielu latach, znalazła się w Oliwie. Była bardzo tajemniczą osobą, która niewiele mówiła o swoim życiu. Większość informacji na temat tego jaka była i co się działo w jej życiu zanim trafiła do Polski, wiem głównie od mojego taty. W domu często rozmawiała z moim ojcem po rosyjsku. Z nami, ze mną i moimi dwiema siostrami, tylko po polsku. Babcia miała ciężki charakter. Potrafiła się na nas obrażać i nie rozmawiać ze mną i z moimi siostrami przez kilka dobrych dni. Ale ciepło ją wspominamy. Babcia była, jest i zawsze będzie dumą całej naszej rodziny. Byłem z nią bardzo związany i wydaje mi się też, że byłem jej ulubionym wnuczkiem.”

Fotografie skarbu/ów:
skarb skarb skarb skarb skarb skarb skarb
Historia skarbu/ów:

P1
Babcia przez jakiś czas mieszkała w Tomaszowie Mazowieckim. Tam prowadziła swój prywatny gabinet lekarski. Gdy jej mąż, a mój dziadek – Jan Kirjak zmarł, to przeprowadziła się do nas, do Sopotu, ponieważ nasz dom na ulicy Jasia i Małgosi nadal był w budowie. Mieszkaliśmy tam razem, całą rodziną, trzy lata, aby później wprowadzić się do Oliwy w 1959 roku. Babcia pracowała w przychodni, która funkcjonowała przy szpitalu w Gdyni Grabówek. Do końca się uczyła. Gdy zdawałem maturę z astronomii, to uczyła się razem ze mną. Mogę z całą pewnością powiedzieć, że to jej zawdzięczam ukończenie szkoły. Prezentowane tu zdjęcie babci pochodzi z legitymacji Związku Zawodowego Lekarzy.

P2
Babcia pracowała przez całe swoje życie jako lekarz. Była bardzo wykształconą osobą jak na tamte czasy. Ale oczywiście napotykała trudności. By dostać się na Akademię Medyczną na terenie ówczesnej Rosji musiała zdawać maturę przy męskim gimnazjum, a nie jak wszystkie inne dziewczyny w jej wieku – w żeńskim. Gdy ukończyła studia, nastała rewolucja. Jej mąż, Jan, uratował ją wywożąc do Polski. Tu musiała, w 1929 roku, pojechać do Warszawy by zdobyć dokument nostryfikacji dyplomu. Na dyplomie oczywiście wszystkie zapisy są w języku łacińskim. Na dokumencie tym zapisano jakimi specjalnościami, jako lekarz, babcia mogła się tytułować – lekarz ogólny, lekarz chirurg, lekarz okulista i akuszerka.

P3
To dwa poświadczenia obywatelstwa polskiego moich dziadków Jana i Lidii Kirjak. Zostały one wystawione 4 czerwca 1948 roku w Tomaszowie Mazowieckim.
Dziadków do Tomaszowa Mazowieckiego sprowadził mój ojciec, który już tam się zakotwiczył (mógł to być rok 1945). Oni po ucieczce z Rosji, w czasie rewolucji, najpierw osiedlili się na terenach przedwojennej wschodniej Polski. Mieszkali i pracowali w Wilnie i w Nowogródku. Tam też urodził się mój tata. Dziś są to tereny Litwy i Białorusi. Po wojnie, zamieszkując już w Polsce Ludowej, musieli mieć dokument poświadczający ich obywatelstwo.

P4
Moje skarby związane są z historią mojej rodziny. Bardzo chciałbym przytoczyć życiorys mojego ojca Anatoliusza Kirjaka, jedynego syna mojej babci Lidii. Życiorys ten został spisany własnoręcznie, w czasach gdy mieszkaliśmy już w Oliwie. Był on dokumentem potrzebnym do podjęcia nowej pracy. Ojciec napisał go 8 stycznia 1962.
„Urodziłem się 22 sierpnia 1922 roku w Wilnie. Po ukończeniu szkoły podstawowej w 1935 roku, wstępuję do gimnazjum w Szczuczynie Nowogródzkim. Po jego ukończeniu, w 1939 roku, zdaję egzamin do liceum ogólnokształcącego. W tym samym roku, po wkroczeniu armii radzieckiej na tereny zachodniej Białorusi, uczę się w Polskiej Dziesięciolatce w Nowogródku, którą kończę w 1941 roku. Po wkroczeniu armii niemieckiej pracuję w aptece w Nowogródku. W 1943 roku zostaję wywieziony na roboty do Niemiec. W czasie transportu udaje mi się uciec na teren Generalnej Guberni, gdzie zatrzymuję się w Tomaszowie Mazowieckim. Pracuję tam w aptece Ubezpieczalni Społecznej do 1947 roku. Następnie wyjeżdżam na studia do Gdańska, gdzie wstępuję na Politechnikę, na Wydział Chemii. W 1948 roku przenoszę się na studia wieczorowe Wydziału Inżynierii Lądowej. W 1949 roku ożeniłem się. W tym samym roku, 1 maja, rozpoczynam pracę w Państwowym Przedsiębiorstwie Budowlanym w Gdyni oraz kończę pierwszy rok studiów i otrzymuję rejestrację na rok drugi. W 1951 roku rezygnuję ze studiów ze względu na ciężkie warunki mieszkaniowe. W 1953 roku wstępuję do Zaocznego Technikum Budowlanego w Gdańsku, które kończę rok później otrzymując świadectwo dojrzałości i tytuł technika budowlanego. W Gdyńskim Przedsiębiorstwie Budownictwa Miejskiego pracowałem do 1 stycznia 1962 roku – zwolniłem się na własne żądanie.”

P5
To książka meldunkowa naszego domu przy ulicy Jasia i Małgosi 8. W środku zapisane są wszystkie meldunki osób, które mieszkały w tym domu od roku 1959 do 1976 roku. Kiedyś należało zgłaszać każdą osobę, która mieszkała w domu, nawet gdy była tylko przejazdem, „na chwilę”. Jak widać w prezentowanych wpisach, przyjeżdżali do nas np. Niemcy z dawnego NRD. Oni również musieli się znaleźć w tej książce. Książkę meldunkową prowadziła i uzupełniała moja mama, Maria Kirjak. Książki meldunkowe były kiedyś powszechne, obowiązywały w każdym domu czy mieszkaniu.

P6
Bardzo lubię to zdjęcie. Zostało ono zrobione u zbiegu ulic Bażyńskiego oraz Jasia i Małgosi w 1975 lub w 1976 roku. Moja babcia, Lidia Kirjak, stoi po prawej stronie. W środku stoi moja starsza siostra Sabina z córeczką Justyną w wózku, a po lewej stronie stoję ja z naszym psem Aresem. Wybierałem się wtedy pewnie na spacer po lasach oliwskich. Do dzisiaj często spaceruję i jeżdżę na rowerze po zielonych terenach oliwskich.

Opracowanie tekstu: Ewa Labenz

wróc do góry