logo vivaoliva

projekt realizowany przez
Fundację Wspólnota Gdańska

logo wspólnota gdańska

Śr. 13 grudnia 2017

<--    grudzień 2017   -->
  • Pn
  • Wt
  • Śr
  • Cz
  • Pt
  • Sb

Skarby Oliwian

skarby oliwian

znajdź w Oliwie

Banery

Korzystasz z tej www? zobacz

Skarby oliwian


skarby oliwian przeglądaj skarby o projekcie partnerzy kontakt galeria wszystkich skarbów

Barbara Bańkowska

Kilka słów o przekazującym:

Barbara Bańkowska, urodzona w Warszawie. Architekt, doktor urbanistyki. Autorka książki „Urbanistyka i Ja”. Ukończyła Wydział Architektury Politechniki Gdańskiej. Ponadto studiowała w Krakowie, Szczecinie i Warszawie. Tu, w Oliwie, znalazła swoje miejsce na ziemi.

„Urodziłam się w Warszawie. Studiowałam w latach 50. w Gdańsku. Był to czas, za którym pewnie większość młodych ludzi teraz tęskni – istniało coś takiego jak nakazy pracy. Po studiach znalazłam się w Bydgoszczy, w Pracowni Urbanistycznej. Wcześniej pracowałam jeszcze w Poznaniu, Szczecinie i Koszalinie. Wojewoda Jerzy Kołodziejski, znany urbanista, ściągnął mnie powtórnie do Gdańska w 1978 roku, po to, bym wprowadziła w życie zawodowe jego najlepszy rocznik z Politechniki - rocznik specjalizujący się w kierunku urbanistyki. Zgodziłam się z przyjemnością, ponieważ z młodymi osobami bardzo dobrze i bardzo chętnie nawiązuję kontakt. W tym okresie dostałam też niesamowitą możliwość wyboru lokalizacji w Gdańsku, w której chciałabym zamieszkać. Wybrałam Oliwę.
Na pytanie „A gdzie Pani mieszka?”, zwykle odpowiadam, że mieszkam we wsi opackiej, bo rzeczywiście Oliwa zachowała taki charakter, bardzo kameralny.
Gdy spoglądam na Oliwę, często patrzę na nią przez pryzmat mojego zawodu. Niestety trudno mi się z tego wyzwolić.
Miejsce, które wybrałam w Oliwie do zamieszkania, wybrałam dla widoku. Mieszkam w budynku dziewięciokondygnacyjnym vis a vis wejścia na oliwski cmentarz. Mam widok na całą Starą Oliwę. Pięćset metrów pod stopami mam wielką zieleń – Park Oliwski, a co najważniejsze, fantastyczny widok na morze. Oglądam cudowne wschody słońca – wielki teatr nieba. Moje ulubione miejsce w Oliwie, to właśnie widok z mojego mieszkania.
Co cenię w Oliwie z punktu zawodowego? Moim studentom, jako ćwiczenie z podstaw gospodarki przestrzennej, zadaję opracowanie własnej „mapy mentalnej” według koncepcji Kevina Lyncha, czyli to, co deformując przestrzeń konstruuje nasz mózg w sposób bardzo specyficzny. „Mapa mentalna” mojego miejsca w zasięgu dziesięciominutowej dostępności pieszej obejmuje obiekty o znaczeniu metropolitalnym. Z jednej strony mam taki widok mówiący o tym, że żyję w przestrzeni zielonej, a z drugiej strony w tym otoczeniu mam obiekty metropolitalne, czyli bazylikę katedralną z klasztorem pocysterskim, Pałac Opatów, park im. Adama Mickiewicza, stary cmentarz oliwski, ogród zoologiczny, Trójmiejski Park Krajobrazowy wraz z Pachołkiem, obiekty sportowe Akademii Wychowania Fizycznego czy zespół budynków Telewizji Polskiej z biurowcem przy ulicy Czyżewskiego.
To moje miejsce pozwoliło mi uspokoić się i powiedzieć – to tu.”

Fotografie skarbu/ów:
skarb
Historia skarbu/ów:

P1
Było sześć łyżeczek, została niestety tylko jedna. Jest to pamiątka eleganckiego życia z okresu międzywojennego w Warszawie. Uprzytomniłam sobie, że ten materialny ślad, jest jedynym w całym moim zasobie. Więc powierzam go „Skarbom Oliwian” jako dowód zmieniającego się czasu.
Ta łyżeczka miała swojego właściciela w miejscu, które dzisiaj mogłabym określić jako „miejsce pod iglicą PeKiN-u” czyli Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie – bardzo nielubianego przeze mnie obiektu, który wraz z placem Defilad, zajął 35 hektarów przedwojennej Warszawy.
Przy ulicy Złotej, w Warszawie, mieszkał mój ojciec chrzestny, dzięki któremu jestem tym kim jestem – czyli architektem. Wujek zginął w czasie wojny. Nie miał dzieci, więc uznał mnie za swoją następczynię. Był on znaczącym współprojektantem konstrukcji jedynego, przedwojennego wieżowca w Warszawie – Prudentialu, który po wojnie został przemianowany na Hotel Warszawa. Jest to wyjątkowy budynek dla warszawiaków, ponieważ pomimo zniszczeń wojennych, ostał się w nienaruszonym, pierwotnym stanie.
W momencie, gdy był przygotowywany wielki plac budowy pod Pałac Kultury i Nauki, likwidowane były poszczególne kamienice, które jeszcze się zachowały. Jedną z takich kamienic była właśnie kamienica, w której mieszkał nieżyjący już wówczas Kazimierz Fejge – brat mojego taty. Tak się stało, że byłam przy likwidacji jego mieszkania. Wśród zabieranych przez moją rodzinę rzeczy, było sześć łyżeczek. Nie wiem co się stało z pozostałymi... Wędrowały one ze mną przez moich 13 przeprowadzek, głównie po Polsce Północnej.
Można powiedzieć, że łyżeczka ta sporo widziała. Obecnie nie używam jej. Nie jest ona srebrna, tylko posrebrzana. Myślę, że pochodzi ona z okresu międzywojennego. Tu i ówdzie już się przetarła. Niewiele jest dokumentów materialnych pochodzenia czysto polskiego, stąd też nie mam pewności, skąd ona pochodzi. Jednego jestem pewna – łyżeczka ta już jest „oliwska”.

Opracowanie tekstu: Ewa Labenz

wróc do góry