logo vivaoliva

projekt realizowany przez
Fundację Wspólnota Gdańska

logo wspólnota gdańska

Niedz. 21 kwietnia 2019

<--    kwiecień 2019   -->
  • Pn
  • Wt
  • Śr
  • Cz
  • Pt
  • Sb

Skarby Oliwian

skarby oliwian

znajdź w Oliwie

Banery

Korzystasz z tej www? zobacz

Skarby oliwian


skarby oliwian przeglądaj skarby o projekcie partnerzy kontakt galeria wszystkich skarbów

Jacek Lendzion

Jacek Lendzion jest Wiceprezesem Fundacji Poszanowania Energii w Gdańsku, architektem i urbanistą z wykształcenia, ekologiem z postawy. Według niego miasto wymaga dbania jak o ogród i zasilania w energię, najlepiej z natury. Od urodzenia mieszka w domu rodzinnym na ulicy Słupskiej. Dziadkowie, podobnie jak inne polskie rodziny pracowników kolei, zbudowali dom w 1932 roku.
Z tych kilkunastu budynków z ogrodami powstało osiedle Młyński Dwór, przez Niemców zwane Małą Warszawą. Mama, jako 9 letnia dziewczynka, „nadzorowała” budowę. Przywoziła do Oliwy jedzenie majstrom i przy okazji zapamiętała wiele z zasad budowania i użytkowania domu. Dom, utracony na kilka wojennych lat, udało się szczęśliwie odzyskać.

Fotografie skarbu/ów:
skarb skarb skarb
Historia skarbu/ów:

P1 Babcia, a potem mama, bardzo dbały o dom. Babcia uczęszczała do szkoły dla panien w Sopocie, gdzie uczono młode dziewczyny jak być dobrymi gospodyniami. Ale do urządzania mieszkania, tego w centrum miasta, na Straganiarskiej, jak i nowego na Słupskiej, zamawiała dekoratora, aby aranżował wystrój. Nic więc dziwnego, że meble do domu były specjalnie zamawiane. Wszystkie je podczas wojny zarekwirowali Niemcy, żeby sprzedać. Ale nie udało im się. Cudem i przypadkiem, już po wojnie, odnalazł je brat dziadka w jakimś magazynie i wszystkie wróciły na swoje miejsce, gdzie stoją do dziś. Lubiliśmy je i dbaliśmy o nie, nikomu nawet do głowy nie przyszło, żeby je wymienić. Wręcz przeciwnie, uzupełnialiśmy kolekcję. Dziadków w czasie wojny potraktowano bardzo ostro. Pierwszą surową zimę spędzili w piwnicy własnego domu. W maju roku 1940, kazano im się spakować w 15 minut i, po selekcji na terenie stoczniowym, zostali wywiezieni do Guberni, do Lubartowa. Umieszczono ich w pustym mieszkaniu, z którego wywieziono żydowską rodzinę. Potem znaleźli się w Radomiu. Sześcioosobowa rodzina spędziła pięć lat w jednym pokoju, bez łazienki, co prawda wśród Polaków, ale obcych. Wszystkich dotknął głód i niewyobrażalna bieda. Tułaczka wojenna zakończyła się w 1945 roku. Początkowo zamieszkali u sąsiadów, bo dom był zajęty przez Armię Czerwoną, trochę później odzyskali dom. Ich marzenia się spełniły. A jeszcze jak meble wróciły na swoje miejsce, to poczuli się znowu u siebie.

P2 To zdjęcie jest naszą pamiątką rodzinną, wspomnieniem bardzo ważnego wydarzenia dla mamy. Pojechała do Rzymu na spotkanie z Ojcem Świętym wraz z grupą ludzi zaangażowanych w walkę i utrzymanie polskości, kombatantów AK i innych organizacji wojennych.

P3 Mama zawsze brała odpowiedzialność za całą rodzinę, dlatego wybrała dla siebie szkołę bardziej praktyczną. Uczyła się w średniej i wyższej szkole handlowej, gdzie między innymi opanowała pisanie na maszynie. Mama lubiła również grać na pianinie, więc te umiejętności połączyły się i z czasem, nauczyła się pisać bardzo biegle, nie patrząc na klawisze, nieraz także korygowała dostarczony tekst pod względem językowym. Maszyna do pisania była niemal najważniejszym przedmiotem w domu. Służyła mamie do pracy i utrzymania rodziny. Tą właśnie maszynę mama dostała w prezencie ślubnym od teściowej w 1946 roku. Była to maszyna odkupiona od sąsiadów Niemców. Uprzednio została „spolonizowana” - wymieniono klawisze na te z polskimi znakami. Mama bardzo dużo pracowała. Stukot maszyny towarzyszył nam od dziecka, prawie cały czas, nieraz do późnej nocy.


 

Opracowanie tekstu: Magdalena Majchrzakowska


wróc do góry