logo vivaoliva

projekt realizowany przez
Fundację Wspólnota Gdańska

logo wspólnota gdańska

Niedz. 21 kwietnia 2019

<--    kwiecień 2019   -->
  • Pn
  • Wt
  • Śr
  • Cz
  • Pt
  • Sb

Skarby Oliwian

skarby oliwian

znajdź w Oliwie

Banery

Korzystasz z tej www? zobacz

Skarby oliwian


skarby oliwian przeglądaj skarby o projekcie partnerzy kontakt galeria wszystkich skarbów

Małgorzata Dagny Sikorska

Małgorzata Dagny Sikorska jest oliwianką od urodzenia, z trzeciego pokolenia gdańszczanką. Mieszka przy bodaj najkrótszej oliwskiej uliczce, na której stoi tylko jedna kamienica. To dawna Gardenstrasse, która przed wojną prowadziła wprost do oliwskiego parku.
Jej mieszkanie jawi się niczym szkatuła skrywająca liczne skarby. Na ścianach stare zdjęcia, obrazy, kilim przywodzący skojarzeniem dawny, oliwski park. W wiekowym kredensie przeróżne pamiątkowe przedmioty. Nawet pluszowy miś siedzący pod milczącym od lat zegarem przechowuje w sobie niebanalną opowieść. Przedmioty są autentyczne, zachęcają do snucia wspomnień o tych, którzy już odeszli.

Mój ojciec był wyjątkowym człowiekiem. Promieniowała z niego mądrość i dobroć. Takim ukształtowali go jego rodzice. Ojciec był żołnierzem Armii Krajowej. Do zniszczonego wojną Gdańska wrócił ze swojej partyzanckiej tułaczki i początkowo zamieszkał we Wrzeszczu, bo dom rodzinny na Kamiennej Grobli już nie istniał. Od 1954 roku stał się mieszkańcem Oliwy. Za swoje zaangażowanie i działalność na rzecz Gdańska był wielokrotnie odznaczony. Ojciec należał do Związku Autorów Polskich. Jego opracowania dotyczące historii ruchu oporu na Pomorzu. systematycznie zasilały zbiory Archiwum Pomorskiego. Dbał o utrwalanie przeszłości jednocześnie angażując się całym sercem w bieżącą historię. To głównie dzięki ojcu w latach osiemdziesiątych włączyłam się w pracę w podziemiu.
Na oliwskim cmentarzu znajduje się grób rodziny Sikorskich, na którym umieszczona jest także ”ad memoriam” informacja o zmarłym w obozie koncentracyjnym bracie mojego ojca, 19-letnim żołnierzu AK.

 
Fotografie skarbu/ów:
skarb skarb skarb skarb skarb
Historia skarbu/ów:
Skarby odziedziczone

P1. Największym skarbem mojej mamy był album z rodzinnymi fotografiami. Gdyby w razie niebezpieczeństwa trzeba było opuścić dom, mama zabrałaby przede wszystkim ten album. Historia, pamięć kolejnych pokoleń zapisana na kartach, w obrazach. Piękne zdjęcia, pamiątki zdarzeń, obecności, uczuć i emocji. Mama często przeglądała ten album, prezentowała go też tym, którzy odwiedzali nasz dom. Snuły się przy tej okazji ciekawe opowieści o miłości, która wszystko zwycięża, o modzie, o babci, wspaniałej hafciarce, pobierającej nauki w Szkole Gospodyń Domowych Księżnej Potockiej, o dziadku pracowniku Gdańskiej Dyrekcji Kolejowej, wuju obrońcy Poczty Gdańskiej i wiele, wiele innych.

P2 Skarbem mojego ojca był pierścionek z orłem w koronie, pamiątka z czasów partyzanckich. Tak jak obrączkę nosił go zawsze na palcu. To był jego znak rozpoznawczy.
Był bardzo dumny z tego, że urodził się w Wolnym Mieście Gdańsku i że jest Polakiem, podkreślał to przy każdej okazji.

P3 O tym, że istnieją listy rodziców wiedziałam ”od zawsze”. Za zgodą mamy zagłębiłam się w ich treść, gdy oboje już nie żyli. Kiedy pierwszy raz usiadłam do tych listów, doświadczyłam czegoś niesamowitego. Obcowałam z ludźmi, którzy byli młodsi od moich dzieci, a jednocześnie miałam świadomość, że to moi rodzice. Całkiem pomieszały mi się czasoprzestrzenie. Listy nie zawierały typowych miłosnych wyznań, choć nie brakowało w nich czułości i troski. Ojciec, mimo tego, że miał zaledwie 26 lat pisał w sposób wyjątkowo dojrzały, miał przy tym nienaganny styl i bogate słownictwo. Potrafił niezwykle barwnie opisywać rzeczywistość. To zapis życia w początku lat pięćdziesiątych, bogactwo informacji, refleksji, wręcz filozoficznych rozważań. Pochylam się nad tymi listami z przeświadczeniem, że zasługują na to, aby podzielić się nimi, powiedzieć o nich szerzej. Te listy, a jest ich około trzystu, czekają na moje opracowanie.

P4 W moim domu zawsze rozbrzmiewała muzyka. Chociaż nie miałam muzycznego wykształcenia, a moja gitara nie brzmiała tak dobrze jak siostry i brata, włączałam się do wspólnego muzykowania. Swoje ballady grywałam także w klubach studenckich i na kameralnych spotkaniach. Ale to było dawno. Obecnie częściej sięgam po cytrę akordową. Mój własny skarb trafił do mnie zupełnie nieoczekiwanie.Stara cytra koncertowa, którą otrzymałam, by potraktować jako „źródło elementów zastępczych” skradła mi serce. Istotnie była w opłakanym stanie – pordzewiałe kołki, zniszczone pudło rezonansowe, nieliczne struny. Jednak z czasem zaczęła odkrywać przede mną swoje tajemnice. Wyraźne wgłębienia po opuszkach palców w gryfie uświadomiły mi, jak wiele muzyki musiało wybrzmieć za jej przyczyną, by powstał tak namacalny ślad spotkań z ręką muzyka. Pomyślałam, że musiała mieć kiedyś piękne brzmienie. Zaczęłam walczyć o jej powrót do życia. Trwało to kilka miesięcy. Naciągi odzyskały dawną sprawność, a nowe struny trzymają już właściwe brzmienie. Moja córka, malarka, przywróciła jej śliczne oblicze. Teraz jest jeszcze Śpiącą królewną, czekającą na przebudzenie. Wiem, że jej czas nadejdzie niebawem.

P5. To jest „Dzbanek Matki Boskiej” nazwany tak przez babcię, która twierdziła, że na jakimś świętym obrazie widziała właśnie taki w rękach Maryi. Był tym dzbankiem, w którym parzyło się ”prawdziwą” kawę. W nim parzona kawa miała wyjątkowy smak.
Mam też inne przedmioty należące do babć, do dziadków, do rodziców, do brata. Nasz dom był wielopokoleniowy. Od lat gromadził więc przedmioty swoich mieszkańców. Każdy kto tu żył zostawił ślady po sobie. Tu wszystko jest pamiątką, jestem otoczona tym i w tym żyję.
Choć mam duszę wędrowca, z racji stanu zdrowia, wędrować nie mogę.
Podjęłam się więc roli strażnika wspomnień, które zostały po tych, co byli tu przede mną.

opracowanie tekstu: Magdalena Majchrzakowska

wróc do góry