logo vivaoliva

projekt realizowany przez
Fundację Wspólnota Gdańska

logo wspólnota gdańska

Czw. 18 lipca 2019

<--    lipiec 2019   -->
  • Pn
  • Wt
  • Śr
  • Cz
  • Pt
  • Sb

Skarby Oliwian

skarby oliwian

znajdź w Oliwie

Banery

Korzystasz z tej www? zobacz

Skarby oliwian


skarby oliwian przeglądaj skarby o projekcie partnerzy kontakt galeria wszystkich skarbów

Anna Pietruszka

Anna Pietruszka od 3 roku życia mieszkała w Gdyni, to było jej miejsce na ziemi. Tymczasem wiosną 1973 roku, kiedy miała 13 lat, rodzice zdecydowali się na przeprowadzkę do Gdańska, do nieznanej dzielnicy o nazwie Oliwa.

Nie chciałam się przeprowadzać, nie chciałam zostawiać swoich przyjaciół i znajomych, w końcu nie chciałam też zmieniać szkoły w trakcie roku szkolnego. Ponieważ jednak jako osoba niepełnoletnia nie miałam nic do powiedzenia, pewnego zimnego i pochmurnego dnia zjechaliśmy z naszymi meblami do nowego mieszkania, które znajdowało się na piątym piętrze w wieżowcu przy ul. Bydgoskiej. Mimo, że byłam nadal zbuntowana podjętymi przez rodziców decyzjami, musiałam uczciwie przyznać, że bardzo spodobała mi się ta nowa dzielnica. Poznawałam ją coraz lepiej dzięki nowym koleżankom i kolegom. Często chodziliśmy po bliższej i dalszej okolicy, również nad morze.
W krótkim czasie zakochałam się w Oliwie, więc gdy nadszedł czas wyboru liceum, bez chwili zastanowienia wybrałam V Liceum Ogólnokształcące im. Stefana Żeromskiego przy ulicy Polanki 130. Moja codzienna trasa do szkoły prowadziła przez ulice: Czerwony Dwór; Mściwoja II; B. Krzywoustego; przejście pod torami, Hołdu Pruskiego, Ceynowy, przejście przez Grunwaldzką i całą Obrońców Westerplatte zakończoną po prawej stronie starym rynkiem. Liceum znajdowało się w wielkim gmaszysku otoczonym dużym terenem. Niestety nie mieliśmy przy budynku sali sportowej i na lekcje WF wędrowaliśmy na ul. Liczmańskiego 25, gdzie znajdowały się sala i boisko sportowe. Po drodze mijaliśmy kościół przy ul. Leśnej, którego dom parafialny sąsiadował z naszą szkołą. Nieraz za zbyt głośne zachowanie zbieraliśmy burę od księży. Niemniej przed każdą ważniejszą klasówką można było spotkać w kościele niejednego z licealistów. Mając tak piękne tereny wokół nie specjalnie po lekcjach ciągnęło nas do domów. Często odwiedzaliśmy Park Oliwski, oliwskie lasy czy też wspinaliśmy się na Pachołek. Park zachwycał mnie swoją przyrodą a szczególnie starymi drzewami, z których kilka przyciągało uwagę nieco przerażającą, zdziczałą formą. Na każde odwiedziny w parku zabierałam blok z kartkami do rysunku i plik ołówków o różnej twardości. Uwielbiałam szkicować te cuda przyrody. Niezmiernie żałuję, że te prace gdzieś zaginęły. To co jeszcze szczególnie utkwiło mi w pamięci z tamtego okresu, to zapach świeżego pieczywa. Po drodze do szkoły mijałam małą piekarnię znajdującą się w prywatnym domu przy ul. Czerwony Dwór, blisko skrzyżowania z ul. Mściwoja II. Już z daleka czułam roztaczający się po okolicy zapach świeżego chleba. Byłam zauroczona tą uliczką. Po jej obu stronach stały stare, małe domki, jakby zagubione w dużych ogrodach. Szczególnie było tam pięknie w zimie, kiedy śnieg przykrywał wszystko, a o zmierzchu w oddalonych oknach zapalały się światła. Wyglądało to jak obrazki ze starych, świątecznych pocztówek. Takie małe oświetlone okienka w domkach przysypanych śniegiem. W takie wieczory godzinami potrafiłam spacerować po krótkim odcinku od Poznańskiej do Mściwoja.
 
Fotografie skarbu/ów:
skarb skarb
Historia skarbu/ów:
P1. Z oliwskich skarbów, czyli rzeczy, które nieodparcie przypominają mi okres zamieszkania w Oliwie, praktycznie mam tylko jeden. Pewnego dnia przy płocie jednej z posesji przy ulicy Obrońców Westerplatte, którą zwykłam chodzić do szkoły, znalazłam łyżeczkę. W tej okolicy mieszkało sporo starszych Niemców. Nie szukałam za bardzo właściciela, wiedziałam, że nikt nie przyznałby się do przedmiotu ze znakiem swastyki. Łyżeczka powędrowała ze mną do domu i od lat ma swoje miejsce w pojemniku na sól stojącym przy kuchence.

P2. Natomiast moim największym skarbem z okresu mieszkania w Oliwie nie była rzecz, ale mój pies, którego przyjęliśmy do domu niemalże zaraz po zamieszkaniu w Oliwie. To z moim bokserem Filipem zwiedzałam wszystkie zakątki Oliwy, to z nim poznawałam nowe miejsca, to on bronił mnie gdy zaistniała taka potrzeba. Filip był moim największym oliwskim skarbem.
 

wróc do góry